Moim pierwszym wyzwaniem było zaczać regularnie biegać i polepszyć swoją kondycje oraz ćwiczyć do szpagatu. Więcej o wyzwaniu możecie przeczytać [=>tutaj].
O finale tego 30-dniowego wyzwania miałam juz napisać jakiś czas temu. Jednak natłok wielu spraw nie pozwolił mi na to. Wybaczcie:)
Ale piszę teraz i zapraszam!
BIEGANIE
Powiem Wam, że to wyzwanie jednak mnie troszkę przerosło. Zaczęłam się do niego stosować dopiero jakieś 2-3 tygodnie po opublikowaniu posta. Wtedy już był wrzesień i zrobiło się zimno. Biegałam nieregularnie. A jak było już zimno (a dodam, że mogłam biegać tylko wieczorami) to bieganie po woli zaczęłam odstawiać. Przeszkadzało mi oddychanie zimnym powietrzem i trochę się zniechęciłam. Aczkolwiek postanowiłam, ze to nie będzie koniec biegania w tym roku, o nie. I zastanawiam się nad pójściem na siłownię, albo zakupem własnej “fajnej” bieżni. Jest to spora inwestycja, ale wydaje mi się, że w 100% opłacalna jeśli oczywiście będzie się biegać. A taki przecież jest plan. Z tego co się orientowałam, to bieżnia jest nawet zdrowsza i bezpieczniejsza niż bieganie na dworze po chodniku, nie obciąża tak stawów. Jeden minus jest taki, że nie dotlenia tak bardzo organizmu jak bieganie na powietrzu, no ale mamy już jesień, zaraz zimę, więc bieganie na powietrzu nie jest tak komfortowe. Ale temat bieżni jest to raczej oddzielny temat, ale godny uwagi, więc spodziewajcie się go w najbliższych moich postach.:)
SZPAGAT
Co do drugiego wyzwania czyli ćwiczeń do szpagatu to plusem bylo to, że mogłam jest ćwiczyć w domu. Jednak powiem Wam, że zrobiłam jeden błąd – nie rozpisałam sobie wszystkiego na kartce z planem dzień po dniu, i umykały mi czasem dni kiedy miałam się rozciągać. Jeśli chcielibyście zacząć regularnie ćwiczyć to polecam zrobić sobie taką rozpiskę i powiesić ją sobie w widocznym miejscu, aby mogła nam przypominać co powinniśmy jeszcze dzisiaj zrobić. Powodem braku takiej kartki moje ćwiczenia były również nieregularne. Raz ćwiczyłam, raz nie. Ale mimo wszystko efekty, małe bo małe, ale już są.
Zaczynająć ćwiczyć do szpagatu nie spodziewałam się, że moje ścięgna aż tak bardzo się zastały, byłam totalnie sztywna.:) Teraz już jestem troszkę bardziej rozciągnięta, jak kiedyś, a odległość od ziemi w ustawieniu do szpagatu zmiejszyła się o parę centymetrów.
Odległość od ziemi przy rozstawionych nogach do szpagatu.
Przed ćwiczeniami: 27 cm
Po miesiącu: 20 cm !
Choć moje wyzwania nie poszły tak jak było w planach i tak jestem zadowolona z poczynionych postępów. Gdybym sobie takich celów nie postawiła, napewno jeszcze ciężej byłoby mi podjąć się tych ćwiczeń, choć od pewnego czasu już o tym marzyłam.
I napewno nie przestanę ćwiczyć tego dalej. Ćwiczenia do szpagatu nadal kontynuję, jak odległość do ziemi zmiejszy mi się znów wytarczająco “efektownie”:) oczywiście napiszę Wam to tutaj na blogu, tak samo będzie odnośnie decyzji na temat dalszego biegania.
Pamiętajmy, że nawet gdy jest zimno nie wolno przestać się ruszać, bo przecież tylko i wyłącznie dlatego tyje się przez zimę, nie przez to, że się więcej je, bardziej przez to, że ma się mniej ruchu.
Dziękuję Wam, że byliście i jesteście ze mną i zaglądacie tutaj czasami, to dla mnie wiele znaczy.:)
Pozdrawiam gorąco w tej jesienny chłodny dzień
i do następnego!
Magdalena S.

